FORUM TERENOWO.PL: Mosso Motorsport z Baja Challenge 2012 – „Emocje, deszcz, kurz, pot i łzy.. ze śmiechu” - FORUM TERENOWO.PL

Skocz do zawartości

Nasze terenówki

DSC_0199.JPG

Nissan Patrol GR Nitro (2010)

Właściciel: Adrian Extrem 4x4 

Dodano: 31 grudzień 2010 - 03:32
DSCN0300_zmniejszacz-pl_78144.jpg

GAZ 69 (1977)

Właściciel: 4x4blotnik 

Dodano: 15 wrzesień 2011 - 05:56
b27c79662e.jpg

Suzuki Jimny (1999)

Właściciel: Tomek.S 

Dodano: 03 styczeń 2011 - 10:34
P1040441.JPG

Nissan Patrol Y 61 Mahindra 5 (2011)

Właściciel: seba4x4 

Dodano: 15 czerwiec 2012 - 02:32
01.jpg

Toyota Land Cruiser LJ 73 (2011)

Właściciel: Karson 

Dodano: 14 październik 2011 - 08:28
Relacja z poprzedniej edycji Baja Challenge, a w szczególności opis startu i fragment gdzie Tomek gryzł kable zębami tak się niektórym spodobała, że w tym roku kilka osób aż się dopraszało o podobną relacje. Niestety nie udało się zaaranżować sytuacji gdzie Tomek mógł coś pogryźć, ale to wcale nie oznacza, że było nudno.

Imprezy organizowane przez Andrzeja Derengowskiego, na stałe wpisały się w kalendarium imprez baja i cross country w Polsce i cięszą się coraz większym uznaniem i frekwencją – zresztą jak najbardziej zasłużenie. Na tegorocznej Baji pojawiło się jeszcze więcej znanych załóg, a już w zeszłym roku ich było przecież ciekawie. Zniknęły prawie zupełnie samochody z klasy seryjnej i tzw, T2, za to więcej było T1-ek i klasy Open gdzie silniki V8 i zawieszenia na coiloverze + drugi amortyzator z bypassami to już praktycznie standard. Nasz Nissan zaczyna powoli wyglądać jak samochód z innej epoki – niemniej niektórym wciąż się bardzo podoba. Polon, jak zwykle przed rajdem przypomniał nam, że jeździmy na amortyzatorach robionych do szpanowania na plaży w Meksyku. Jednak na cały samochód spojrzał łaskawym okiem i powiedział, że mu się podoba. Tak podbudowani ustawialiśmy się w sobotnie po południe na start.

Nic nie zapewnia takich emocji jak start równoległy. Według numerów (a dostaliśmy wesołe 222) startowaliśmy z drugiej linii, 5 minut po pierwszej. Konkurentów ustawionych po obu stronach wolałem nawet nie analizować, żeby się nie zdeprymować. Na szczęście startowanie mam już opracowane. Szczegółów nie będę zdradzał, bo jak się dowiedziałem moje teksty zdarza się przeczytać i konkurencji. W każdym razie, mój system działa jakbym miał system „launch control” w nodze.
Gdy flaga poszła do góry, wyrwaliśmy do przodu jak pies zerwany ze smyczy i widzę, że wyprzedził mnie tylko holenderski Tomcat z 5-litorwym silnikiem. Wcisnąłem pedał gazu tak mocno, że o mało nie przebiłrm się z nim przez gródź do silnika. Niewiele to pomagło i Tomcat pozostał niedościgniony. Myślę sobie i tak nie jest źle, wyprzedziłem nawet Pawła (Oleszczaka). Po chwili zaczynają się pierwsze muldy i pierwszy zakręt. W tym momencie wyprzeda mnie po zewnętrznej zielony Patrol załogi Oleszczak/Chełmicki i to z taką szybkością, że aż zrobiło mi się głupio. Moja pycha została skarcona. Za chwilę z drugiej strony T1-jka Mariusza Ryczkowskiego. Niedługo po starcie wyprzedzają mnie także jeszcze dwa inne pojazdy Wranglero-podobne, w stylu dawnych rempstówek – wyraźnie lżejsze od Nissana. Nawet nie próbuje ich ścigać póki trasa się nie wyrówna. Pomyślałem sobie więcej tak szybko nie startuje, na morale lepiej wpływa wolniejszy start i późniejsze wyprzedzanie. Na szczęście niedługo potem jednego konkurenta mijałem gdy leżał na boku, a drugiego jakiś czas później gdy stał przy trasie na wskutek z jakąś awarią. Takich przypadków było zresztą więcej.
Pętla była bardzo wymagająca dla samochodów i kierowców – długie i szybkie proste w lesie przeplatały się z bardzo dziurawymi i wyboistymi i piaszczystymi odcinkami. Do tego zmienna pogoda – raz słońce raz deszcz, a raz nawet grad.
Na drugim okrążeniu Tomek informuje mnie, że musi wysiąść - odzywa się choroba lokomocyjna, której nabawił się na nocnym odcinku MT Rally (to nie żart). Przez chwilę zastanawiam się czy regulamin na to zezwala, ale że nie przypominam sobie zapisu - "zakaz wysadzania pilota w lesie" i ponieważ przejechaliśmy już jedno pełno okrążenie to jakoś sobie poradzę bez nawigacji. Nie ma sensu znęcać się nad chorym pilotem., Tomek wysiada. Dziwnie jakoś tak - cicho i smutno bez pilota, nikt nie nadaje do słuchawek interkomu. Na szczęście po kolejnym okrążeniu Tomek pojawia się przy trasie, co ciekawe w innym miejscu niż go wysadziłem i wskakuje do samochodu z powrotem. Robimy kolejne okrążenie i znowu musi mnie opuścić. Żeby znaleźć jakieś plusy tego wszystkiego wmawiam sobie, że samochód lżejszy o 80kg i lepiej jeździ. Gorzej jest za to przy skokach - przy efektownej betonowej hopce (tam gdzie został nakręcony słynny juz na YouTubie film gdzie Robert z Dominikiem po skoku zahaczają o drzewo i urywają most) także znosi mnie w lewo. Pół metra dalej w las i bym podzielił los wspomnianej przed chwilą załogi. Ale co przeleciałem to moje – nie wiedziałem nawet, że Nissan tak potrafi. Mój skok docenił także montażysta promocyjnego filmu zespołu RMF 4 Racing Team i wplótł go pod koniec materiału, który także można znaleźć na YT. Moją chwilową jazdę bez pilota, dostrzegł także jeden z naszych konkurentów - Jurek Bodzioch - żartując, że zgłosi protest za nieregulaminowe odciążenie samochodu. Tak czy inaczej raz, lżejsi raz ciężsi, dojechaliśmy w sobotę wszystkie 5 okrążeń.

Starty po południu (rano startują motocykle i quady) dają czas na wyspanie się załogom samochodowym, co z kolei powoduje pewne wyluzowanie, żeby nie powiedzieć rozpasanie w godzinach wieczornych. I tak było właśnie z soboty na niedziele. Do późnej nocy oglądaliśmy z Robertem Kuflem filmy z amerykańskiego Baja 1000 dyskutując nad przyszłością i rozwojem rajdów 4x4 w Polsce. Potem było mniej konstruktywnie, pamiętam wielkie ognisko zrobione na grillu, Jurka noszonego na baranach przez Chermola i przewracanie (turlanie) na bok jego Adeli. Chodziło chyba o dostanie się do skrzyni biegów, ale nie jestem pewien. (dla tych co nie wiedzą: Adela to samochód – żeby nie było nieporozumień).

W niedziele startowaliśmy według generalnych czasów z dnia poprzedniego. Mieliśmy 8-my czas w generalce i 5-ty w klasie Open. Tak nijako – ani dobry ani zły, nie wiadomo co z tym robić dalej – walczyć o pudło w klasie czy odpuścić i po prostu dojechać z tym wynikiem oszczędzając samochód. Najbliższe dwie załogi dzieliły od nas minuty, także zwyciężył duch walki. Nasza ekipa słysząc jak mi się dobrze jechało dnia poprzedniego bez pilota wpadła na pomysł, żeby odciążyć maksymalnie samochód. Odkręcają koło zapasowe, wyrzucają hi-lifta, narzędzia, odkręcają maskę, w ostatniej chwili udaje uratować mi się drzwi. Przed startem jadą jeszcze na stacje zatankować paliwa – ma być na styk na 5 okrążeń – 100l. W tym czasie Tomek zjada całą paczkę (dosłownie) tabletek na chorobę lokomocyjną. Chwilę po starcie wiem, że lekarstwo działa – forma mu wyraźnie dopisuje, popędza mnie jak woźnica kobyłę – „szybciej, szybciej, dawaj, dawaj, napieraj, nie op… się!” Po wczorajszych dolegliwościach nie ma śladu. Napinam tak, że na wybojach organy wewnętrzne obijają mi się o kręgosłup, a on znieczulony tym locomotivem jeszcze na mnie pokrzykuje. Do tego samochód wydaję się naprawdę wyraźnie lżejszy. Przynosi to jakiś efekt, bo po półtora okrążeniu doganiamy jakąś T1-ke. Pewnie miała jakieś problemy, ale to nieważne, wyprzedzanie jest wyprzedzanie – podnosi morale i napędza szybszą jazde. Zbliżamy się do miejsca gdzie jest dużo kibiców i media – myślę sobie idealnie tam ich wyprzedzę, będzie spektakularnie. W tym momencie silnik przerywa po raz pierwszy, za chwilę po raz kolejny i wyraźnie zaczyna tracić moc. W głowie pojawia się mentlik – co tym razem? – znowu masa się odkręciła? komputer szwankuje? Patrze na zegary i widzę – ciśnienie paliwa spadło do 3 barów i spada! Załączam druga pompe, bez zmian, spada dalej, już 2 bary w układzie. Aaaaa - zgubiliśmy paliwo!
W miejsce gdzie stoi tłum kibiców gotowych robić zdjęcia i filmy wjeżdżamy 5 na godzinę, kaszląc na resztkach oparów. Zjeżdżamy na pobocze i samochód wydaje ostatnie tchnienie.Robi się małe zbiegowisko ludzie się pytają co się dzieje. Szukamy gdzie mamy ten wyciek, ale nic nie widać, no coż pewnie wszystko uciekło i nie ma co ciec. Dzwonimy po chłopaków żeby przywieźli paliwo – przynajmniej zobaczymy którędy wycieka. Pojawiają po ok. 20 minutach, ale ten co tankował samochód rano minę ma nieciekawą. W końcu, któryś wypala – rano ZAMIAST STU LITRÓW ZATANKOWALI ZA STO ZŁOTYCH!!! Szok! Śmiać się czy płakać? Wole to pierwsze nic innego nam nie pozostaje, więc śmiejemy się ze wszystkimi w około – przynajmniej co opowiadać będzie. Już wiem dlaczego tak lekko mi się jechało, to nie brak maski tylko zamiast 100l w zbiorniku mieliśmy 18l!
Ruszyliśmy w końcu dalej, ale jak już pech to już pech – gdy zamykaliśmy drugie okrążenie i pękł przewód hamulcowy. Chcieliśmy się już poddać bo pękł centralny odchodzący od trójnika na moście. Akurat tego nie mieliśmy na wymianę. W strefie serwisowej stanęliśmy akurat między serwisem Rayo i Remx – obydwie ekipy zgodnie nam jednak ogłosiły, że mamy nie pękać bo pomogą i poszukają takiej części u siebie. Po chwili Remek znalazł dokładnie taki przewód i zanim zdążyliśmy cokolwiek powiedzieć, jego ekipa przeprowadziła u nas szybką wymianę i uzupełnienie płynu. „I love this sport” – za takich ludzi, za takie podejście. Dziękuje Panowie!
Szkoda, że nie mogliśmy tego wykorzystać w 100%, bo na kolejnym okrążeniu pękła rama przy mocowaniu pan harda i Nissan tym razem już ostatecznie musiał się poddać i grzecznie wrócił na lawetę.
Na szczęście zdążyliśmy się trochę wyjeździć zanim się to stało. Impreza zarówno sportowo jak i towarzysko jak zwykle super. Z jazdy w różnych konfiguracjach odciążenia (a to bez pilota, a to bez paliwa i gratów) pokazała nam za to drogę, którą będziemy podążać aby być szybszym – Nissan musi pójść na dietę!
0
  Like

0 komentarzy do tego wpisu

Przekierowania [ URL ]

Brak przekierowań na ten wpis