FORUM TERENOWO.PL: Transgranica4x4 - edycja 2017 - FORUM TERENOWO.PL

Skocz do zawartości

Nasze terenówki

ebfb01f58c815e0ff6760d4f5b661f4f_d.jpg

Suzuki Zielonek (2010)

Właściciel: konefka 

Dodano: 27 luty 2011 - 06:11
DSC_0115 - Kopia (640x456).jpg

Nissan SZAKAL Patrol (2012)

Właściciel: Mati 

Dodano: 15 marzec 2013 - 12:01
Suzuki Gonzo.jpg

Suzuki Gonzo (2011)

Właściciel: margod 

Dodano: 03 styczeń 2011 - 09:28
biedronka 6.JPG

Mahindra Wersja nr 4 (2006)

Właściciel: seba4x4 

Dodano: 20 czerwiec 2012 - 07:10
Esjot.jpg

Suzuki Esjot 418 (2010)

Właściciel: Kwadrat 

Dodano: 22 luty 2011 - 03:11

Transgranica4x4 - edycja 2017

Transgranica 4x4 2017
W 2017 plan startów naszej załogi był jak zwykle skromny. Nidzica (misja Kozłowo) i Transgranica 4x4 – tylko dwie imprezy. W międzyczasie trafił się rajd pod domem – Szlakami Juriego – gdzie wystartowaliśmy jak zwykle bez przygotowania. Już na dojazdówce coś waliło w tylnym moście, ale podjęliśmy się wyzwania. Było bardzo ślisko i brak jakiejkolwiek trakcji po wcześniejszych ulewach. Wraz z upływem czasu i zdobywania kolejnych pieczątek z tylnego mostu dochodziły coraz głośniejsze dźwięki , aż most całkowicie przestał reagować. Atak i koło szlag trafił. Po rajdzie :angry:
Nidzica odwołana – szkoda, rajd amatorski ale zawsze z fajnym klimatem.
Pozostaje tylko Transgranica – 3 dniowa impreza w Gołdapi. 3 lata temu był straszny wstyd, dwa lata temu przejechaliśmy prawie całe 2 dni i awaria pompy, tym razem chcieliśmy po prostu wyjeździć się całą impreże, ale…
Zmielony tylny most to spory koszt dla naszej załogi. Auto stało rozebrane, a my szukaliśmy okazji w internecie. Nic jednak nie trafiliśmy – choć w między czasie zastałem w okolicy LJ70-kę w fatalnym stanie blacharskim , ale właściciel zarzekał się że auto będzie odrestaurowane – trzymam kciuki. Termin rajdu zbliżał się coraz szybciej. W sierpniu udało mi się nawiązać kontakt z Panem Janem Kopiczko z Suwałki 4x4, który miał części o tych samych przełożeniach. Niestety z jakiegoś powodu nie pasowały do naszego mostu. A więc atakujemy serwis Toyot chyba z największym doświadczeniem w ich serwisowaniu, czyli ekipę Wyprawa4x4. Jedyne informacje o tym moście mamy takie że pochodzi od LJ70, ale konkretnych informacji oprócz przełożeń brak. Towar przylatuje z Australii, znowu coś nie pasuje. Do rajdu tydzień. Właściciel obiecuję że złoży wszystko do kupy i będziemy mogli startować. Rajd zaczyna się w piątek, dyfer dochodzi w czwartek :lol: sukces. Kuraś montuje , sprawdza i dzwoni rano przekazując gotowość do rajdu. Działa. Jeszcze tylko pobita wcześniej szyba do wymiany i będzie ok. Wieczorem dzwoni Kuraś – nowa szyba zbita :angry: zakładamy gogle i ruszamy B) . Niestety - Socho przykłada dużą wagę do sprawności auta i nas pewnie nie dopuści. Rezygnujemy. Ale Kuraś się nie poddaje. Po raz pierwszy widziałem jego tak duże zaangażowanie. Rano w piątek znajduje szybę u kolegi w samurai i przekłada do naszego auta :D
Hurra ruszamy popołudniu. Wodery, kaski i pasy zapakowane. Grzejmy do Gołdapi. Jesteśmy wieczorem, cholernie zimno. Trwa prolog, mało załóg w porównaniu z zeszłym rokiem, my atakujemy hotel, żeby ciut się ogrzać. Biurokracja trwa bardzo długo, nie zdążamy na prolog ale zajadamy się gorącą zupą i kartaczami . O 20 odprawa – coraz zimniej, od 22 start a w międzyczasie koncert. Wracamy do hotelu bo muza nie w naszym guście a termometr leci w dół w okolice zera. W pokoju brak ogrzewania. Kuraś ucina drzemkę.Przed 22 atakujemy. Oes CAMP – blisko startu, podzielony na 3 partie. Nie robimy żadnej. Na pierwszej partii stoją dwa zepsute auta, jedno murowanego pretendenta do wygranej z załogi GlobPrint. Oes dla mnie straszny sam w sobie, zjazd i podjazd tuż na głęboką rzeką, dalej już nie szedłem ze strachu i zimna  lecimy na oes Tama i piła – w zeszłym roku fajnie nam poszedł , trochę błota, rów , odpuszczamy dwie trawersowe pieczątki w środku na których wisiał Uaz. Ostatnią w bagnie też odpuszczamy i rura na następny oes Geodeta. Pierwsza pieczątka ciężka ze spadkiem do rzeczki, druga już w rzece, czciny już białe od mrozu, odpuszczamy, wpadniemy rano i będziemy kombinować jak zjechać. Wyciągamy jeszcze jakieś auto z turystyka i wracamy. Wpadamy do hotelu w limicie czasu i spać. W hotelu dalej zimno – prośby o włączenie ogrzewania nic nie dają – brak fachowca. No więc kurtki , polary i pod kołdrę. Rano pobudka, genialny widok z okna na wschód słońca nad jeziorem graniczącym z Obwodem Kaliningradzkim. Nosy czerwone. O 8 śniadanie, później walka. Ciepły prysznic, choć na ciepłą wodę musiałem czekać dobre 10 minut i o 9 start. Lecimy na Geodetę z zaprzyjaźnioną ekipą w Patrolu . Bierzmy tylko ostatnią pieczątkę i ruszamy dalej. Dojazdówki genialne - szerokie twarde szutry w odkrytym terenie, ciasne ślepe zakręty- bajeczka , roadbook fajny z dwoma małymi błędami, ale zawsze można była zadzwonić do komandora rajdu. Następny oes Wilkasy – ekipa z Suwałk robiła go w nocy z kompletem. Rzeczka plus kilka głazów w których kleszczyły się koła. Początek spokojnie , w miarę możliwości omijanie kamieni,

w środkowej części otaśmowany trawers z dwiema pieczątkami. Pierwsza idzie gładko, choć w woderach ciężko mi się chodzi po górce. Druga trudniejsza, opieramy się na drzewie prawą stroną, dachówka trzeszczy aż w końcu…pęka nasza sfatygowana klatka.

Wyrwało kawałek, ale na szczęście zjechaliśmy z zaliczoną pieczątka. Dalej rzeczka i głazy i kolejna taśmowana partia trawersowa. Bez dachówki nie da rady. Omijamy i bierzemy jeszcze pieczątki z rzeczki i koniec. Idealny oes.
Kolejna próba to „lotnisko”. Na dojeździe witają nas dwa wielkie łosie – pierwszy raz w życiu widziałem te bydlaki na żywo. Nie boją się terenówek, sędziowie z odcinka mówią że do nich podchodzili i im też zrobiło się ciepło w gaciach :huh: odcinek trawersowy- my bez kawałka tylnej klatki , ale też bez długiego pasa na drzewo. Wracamy do bazy – pół godziny jazdy, zabieramy taśmę, przyjmujemy słodkości, kawę i powrót. Pierwszą pieczątkę udaje się zrobić bez asekuracji. W Kurasia wstępuje jakaś nadprzyrodzona odwaga i fajnie na kołach pomyka po trawersie. 2 pieczątka wymaga już asekuracji. Kiedyś Uazem jeździliśmy bez wyciągarki na taśmach to i tym razem musi się udać. Stare sztuczki z wyczynu sprawdzają się i 2 pieczątka podbita. Dojazd do 3 dwoma kołami w rowie, dwoma po twardym przeciągamy się mechanikiem. Przy 3 pieczątce spotykamy sympatyczną załogę z Torunia i razem podejmujemy decyzję ze 4 i 5 pieczątki nie damy rady zrobić. Sędzia wypuszcza nas przez taśmy i lecimy dalej na Piękną Górę.
To najwyższy szczyt w okolicy (272 m n.p.m) z dwoma wyciągami narciarskimi. Znam tą górkę tylko z jazdy na desce, ale żeby jeszcze terenówka po niej jeździć? Może być niespodzianka. Oes podzielony jest na dwie partie. Sekcja trawersowa i błotna. Trawersowa to stromy podjazd pod wyciąg krzesełkowy. Stopień trudności porównywalny z walimskimi górami na Polandzie. Dla czołówki polskiego offroadu bułka z masłem. Dla nas za „grubo” tym bardziej bez trawersówki. Odpuszczamy i lecimy w sekcje błotną, którą bardziej nam sprzyja. Wjazd na górę i genialne widoki na okolice. Jest też obrotowa restauracja ale my dziś chcemy delektować się jazdą a nie jedzeniem. Czekamy aż 3 auta z turystyka zrobią pieczątkę w rowie – swoją drogą mi byłoby szkoda takie auta męczyć w takim trudnym terenie, ale kto bogatemu zabroni  dalej po górkach do sekcji błotnych. Spotykamy załogę z Olsztyna z zaprzyjaźnionego Patrola. Oni wpadają pierwsi, my za nimi. Oni wklejeni, a my „butem” obok nich. Bagienko po progi a później strumyk. Sekcja błotna zaliczona z kompletem. Słońce zachodzi, robi się coraz zimnej , czasu mamy jeszcze sporo. Zostały nam jeszcze dwa oesy Obszerniki na którym polegliśmy z zeszłym roku i Suwalska. Ten drugi to trawers więc nawet nie próbujemy po ciemku go robić. Na Obszerniki daleko, kabel od nawigacji spadł na wcześniejszym oesie na wałek i urwała się wtyczka. W Roadbooku jest jakiś błąd – odpuszczamy. Jedziemy jeszcze raz na Geodete. Atakujemy pierwszą pieczątkę nad rzeką tyłem. Grupa Litwinów posłużyła do asekuracji. Trzymali taśmę a my na mechaniku opuszczaliśmy się do pieczątki. Zrobione. Do drugiej pieczątki brak odwagi, ciemno, zimno – wracamy.
W hotelu niby ogrzewanie włączone, ale nasz pokój ostatni, więc rurki zimne. Nękam Panią z recepcji w nieskończoność, aż lituje się nad moją osobą i z zaplecza wyciąga grzejnik  hura, podłączam - nie działa  k….a czy to tak będzie do końca? Na wakacje tu nie przyjechaliśmy , ale minimum komfortu by się przydało. Między ręcznikami a pościelą Pani znajduje drugi – jest upragnione ciepło. O 20 bankiet. My wpadamy wcześniej. W restauracji też zimno, ale dania gorące. Zajadamy się jakby jedzenie nikt nam nie dawał przez tydzień. Zapijamy zimnym a jak  piwkiem i do łóżek. Bankiet nas ominął, ale nie było sił na tańce. Auto całe, jakiś drobny wyciek oleju z silnika, ale jest szansa ze pojeździmy po raz pierwszy jeszcze w niedzielę.
Rano pobudka start o 10. Ruszamy na Obszerniki. Znamy ten oes z poprzedniego roku. Na starcie czeka tylko Balkon – znany nam fotograf. Peszy nas jego osobowość , ale po krótkiej pogawędce okazuje się że to swój chłop  no i robi genialne zdjęcia z niczego . Socho mówił że będzie głęboko, więc obchodzę pierwszą partię na której jest tama zrobiona przez bobry. Usuwam dzieło bobra – pewnie po rajdzie sobie poprawi  spuszczam trochę wody i wjeżdżamy – filozofii zero – cały czas na mechaniku. Uważamy tylko na podwodne pułapki , które wyłapałem wcześniej a na które nadziała się później jedna załoga z Suwałk. Głębszą wodę robimy dość szybko, końcówka bardziej płaska, ale ziemia bardziej nas wciąga. W zeszłym roku suche drzewo spadło nam na auto i uszkodziło zbiorniczek, w tym roku sytuacja była ciut inna  znowu podpiąłem pod jedyne suche ale grube drzewo, ale tym razem chciało mnie upolować. Spadło metr ode mnie, gdybym się przypadkowo nie odsunął nie byłoby mi do śmichu  spadło oczywiście tak żeby utrudnić dojazd do ostatniej w tej sekcji pieczątki. Kilka przepięć liny i udaje się wyjechać. Druga partia to już fest lagier. Bardzo wąsko, dość głęboko a pod wodą zwalone w poprzek drzewa. Oes pod quady, albo na wymęczenie sprzętu. Odpuszczamy. Czasu dużo, szukamy różnych możliwości. Wpadamy na Suwalską. 3 taśmowane trawersy. Grubo. My z wyłamaną klatką nie damy rady. Brak wiary i chęć powrotu do domu ze zdrowym kręgosłupem bierze górę. Razem z ekipą z Torunia odpuszczamy i jedziemy na ose Camp – pierwsza partia do zrobienia za dnia. Jedziemy pierwsi – zjazd na kołach w stronę rzeki , ale żeby nie było za łatwo z dziurami, a nasze auto o wykrzyżu słyszało tylko z opowieści. Podjazd na mechaniku i kawałek trialu. Meta. Socho zalicza dwie pieczątki. Czekamy jeszcze na „pierników” żeby w razie czego pomóc i koniec zabawy. SUKCES – po raz pierwszy przejechaliśmy na Transgranicy 3 dni :rolleyes: Duże brawa dla Organizatora, świetnie (choć dla nas czasami za bogato) przygotowane oesy. Świetny roadbook, pogoda (w przyszłym roku Socho musi położyć więcej na tacę  żeby było cieplej). Baza rajdu, klimat bez ciśnieniowców. W naszej klasie wygrali Rosjanie zmotą przygotowaną na Ładogę, drugie i trzecie miejsce dwie ekipy z Suwałki 4x4.Gratulacje. My gdzieś dalej.
Nasz start nie doszedłby do skutku i z tego miejsca chcę podziękować Kurasiowi za fajną jazdę, Jankowi z Jawan4x4, Wyprawa4x4 za cierpliwość i poskładanie tylnego dyfra, oraz firmie Łukosz Polskie mięso i wędliny za wsparcie naszej załogi.
Za rok wracamy na Transgranice!!! Mam nadzieję z nową klatką 
0
  Like

0 komentarzy do tego wpisu

Przekierowania [ URL ]

Brak przekierowań na ten wpis

Grudzień 2017

P W Ś C P S N
    123
45678910
11 121314151617
18192021222324
25262728293031

Ostatnie wpisy

Odnośniki mojego bloga